środa, 1 kwietnia 2009

TROCHĘ ZANIEDBANY BLOG...

Przyznaję się bez bicia... zaniedbałam bloga. Nie jestem stworzona do regularnego pisania...:P
W dwóch słowach. Impreza Muzeum była super!!! Wrzucam foteczkę mojego wspaniałego zespołu Ouled Nail. Dziewczyny dałyście czadu!:)


Ostatnio, żeby było ciekawej byłam również na RAQS tribal w Krakowie:) Przyjechała boska Sharon Kihara...

jest wspaniała prawda?:)



Miałam tę niezwykłą przyjemność uczestniczyć w warsztatach z Sharon... to było wspaniałe. Dla takich chwil warto żyć:) Popadłam w ekstazę w tym Krakowie ale zrozumiałam też, że taniec to naprawdę ciężka praca nad własnym ciałem. Dobra tancerka musi mieć opanowany w 100% każdy swój mięsień a każdy ruch musi wynikać z naszej woli. To były dobre warsztaty i dały mi sporo do myślenia...
razem z Ouledkami wsytąpiłyśmy na scienie otwartej festiwalu:) efekty możecie podziwiać tutaj:)
http://www.youtube.com/watch?v=5C-d8qsYKWU
Jestem bardzo dumna z mojej grupy i bardzo zadowolona z występu. Inne uczestniczki też były wspaniałe:) buziaki tribalki! LELELELELLEELELLLLELELE:D
parę fotek z Raqs Tribal winter edition


TO NIE ŻART:)
Z BLOGU MOJEJ KOLEŻANKI BLANKI,

WIELKA AKCJA

Ha... I oto obiecane pierwsze szczegóły dotyczące Wielkiej Akcji. Wielka Akcja nazywa się:

KOMITET POMOCY W UZYSKIWANIU FUNDUSZY NA LECZENIE OSÓB CHORYCH NA CUKRZYCĘ
DLA BOŻENKI

Członkami komitetu jest 6 osób ( w tym Herbi i ja), które postanowiły pomóc Bożence w zebraniu pieniędzy na pompę insulinową.

Komitet się zawiązał, sporządził protokół i wystąpił z wnioskiem do Urzędu Miasta o pozwolenie na zbiórkę.
Pozwolenie dostaliśmy w kilka dni, więc teraz już oficjalnie mogę poinformować, w jaki sposób będziemy zbierać pieniądze i w jaki sposób można nam w tym pomóc.

Zbieramy za pomocą puszek, sprzedaży cegiełek i przedmiotów.

Kwestia puszek jest jeszcze w fazie projektowej, bo jednak po ulicach nie ma co z nimi biegać, ludzie raczej nie wrzucają.

Cegiełki posłużą nam za "bilety" na różne organizowane przez nas imprezy. Po prostu warunkiem wejścia będzie wykupienie cegiełki.

Oprócz tego organizujemy kramik z rękodziełem. Wiele osób już zadeklarowało, że ofiarują na ten cel robione własnoręcznie ozdoby, biżuterię, elementy garderoby.

Powstaje też strona internetowa - myślę, że za kilka dni będzie gotowa.

A na razie najpewniejszą rzeczą będzie: Pokaz tańca

17 kwietnia 2009 , godz. 19.00, najpewniej w IV LO w Poznaniu (czekamy na potwierdzenie sali).

Będą: belly dance wszelkiej maści, bollywood, ATS, tribal fusion, hip-hop.

(Ja też będę tańczyć - aaaaa - mój pierwszy absolutnie solowy publiczny występ. Trema tremą, ale czego się nie robi dla Bożenki. I jeszcze Herbi ze swoim plemieniem Ouled Nail. I jeszcze mnóstwo innych.) :D

Do wstępu uprawnia zakup cegiełki o wartości 15zł
Rezerwacja miejsc pod adresem: komitet@dalaya.pl

Zachęcam do rezerwacji, gdyż sala ma tylko 200 miejsc.

No i oczywiście będzie kramik, w którym będzie można kupić różniste różności "do tańca i do różańca" :D



UWAGA
Jako że kramik sprzedaje wyłącznie rzeczy podarowane przez twórców - jeśli robisz coś fajnego i chciałabyś/chciałbyś ofiarować na ten cel jakieś swoje dziełko, skontaktuj się z nami. Nie pobieramy żadnego procentu, absolutnie całkowity zysk ze sprzedaży przedmiotów idzie na pompę insulinową dla Bożenki.

ZAPRASZAM WSZYSTKICH BĘDZIE SUPER:!)

piątek, 27 lutego 2009

Impreza orientalna... impreza orientalna?! aaaaaaaa!!!!!!!!!!!!!!:D

No właśnie mój pierwszy pokaz. Jestem przeszczęśliwa!!:) Razem z grupą wspaniałych tribalek wystąpimy w Muzeum Archeologicznym!!!:) Z drugiej strony czuję lekkie napięcie co by nigdzie się nie pomylić Na imprezie pokazy wszelakie belly, bollywood, tribal fusion, ATS (to my!). Strój oczywiście nie skończony (!!!!!), henny już schną… ;) jednym słowem przygotowania w pełni.
Dodatkowo wspaniałe organizatorki zaproponowały przeprowadzenie akcji zbieracko – informacyjnej dotyczącej mojej pompy. Jak to mówią od czegoś trzeba zacząć… no i zaczynam od ulotek…Prawdopodobnie zamieszczę tutaj takową.
Akcja z pompą ruszyła pełną parą – tancerki z różnych miast na forum bellydance.pl proponują pokazy na ten cel. Jestem w szoku. Wiem, że nie brzmi to wiarygodnie ale jestem. Nie wiedziałam, że komuś się chce pomóc. Liczyłam na to w duchu ale nie byłam przekonana. Myślałam, że nikt mi nie pomoże –a tu proszę. Teraz tylko szybko subkonto założyć i krzyczeć całemu światu o swoim istnieniu. Teraz muszę się wziąć w garść bo myślami jestem już w dniu jutrzejszym na pociechę wrzucam zdjęcie swojej mehndi (tak tak maluję henną) proszę Was bardzo

wtorek, 24 lutego 2009

Walka o pompę…

Zachęcona namowami rodziny i znajomych postanowiłam założyć sobie subkonto w stowarzyszeniu/organizacji/fundacji na którym mogłabym zbierać fundusze na pompę insulinową. Niestety choć to wydaje się śmieszne, założenie takiego konta chyba graniczy z cudem.
W PSD (polskie stowarzyszenie diabetyków) odmówiono mi takiej przyjemności. Zupełnie mnie to zszokowało bo kto miałbym mi pomóc jak nie PSD? Rozpaczliwie poszukuję jakiejś organizacji – piszę im, że nie chcę żeby to oni mi szukali darczyńców sama ich znajdę, piszę proszę błagam o założenie tego konta…nic cisza…w telefonie także albo „niestety przykro nam ale…” Bardzo mi zależało, żeby zrobić to szybciej – żeby rodzina i znajomi, znajomi znajomych itd. Mogli wpłacać na moje subkonto 1% podatku…wiadomo taką pocztą pantoflową wiele można w życiu zdziałać A tak? to jest w ogóle straszne. Nie dość, że dorosły cukrzyk nie ma żadnej refundacji (chwała Bogu, że chociaż dzieciaki dostały!!!) do tych cholernie drogich pomp to jeszcze jak chce ją zdobyć własnymi siłami rzucają mu kłody pod nogi..( póki jeszcze je ma – bo w Polsce łatwo cukrzykom przychodzi ich utrata). Ale będę walczyć. Prędko się nie poddam… w końcu tu gra się toczy o wszystko, bo przecież nie żyjemy tylko dla siebie samych ale i dla naszych bliskich – tych którzy są z nami i dla tych których jeszcze wśród nas nie ma…

poniedziałek, 23 lutego 2009

Zaczynamy:)

Witam Was serdecznie, kimkolwiek jesteście!
Prawdę mówiąc nie lubię się uzewnętrzniać osobom których nie znam (potocznie: obcym, jednak wierze w to, że zajrzą tutaj sami życzliwi mi ludzie - w tym miejscu pozdrawiam Was i życzę dużo szczęścia i zdrowia, bo o ile na brak tego pierwszego w życiu narzekać nie mogę, to z drugim sprawa ma się troszkę gorzej.
Przynajmniej kilka razy w roku życzymy sobie: zdrowia, szczęścia, pomyślności często nie zdając sobie sprawy, jak wspaniałe są to życzenia. Wydają się banalne, wolimy wymyślne wierszyki z Internetu (zresztą wszystko w tych czasach wolimy wymyślne) nie uświadamiamy sobie potęgi naszych słów. Powtarzam więc dobrym ludziom, którzy tu zajrzą życzę zdrowia, szczęścia, pomyślności – z pełną świadomością wagi tych życzeń.

Zatem przedstawię Ci się czytelniku, tak właśnie będę się do Ciebie od dziś zwracać:)
Kto wie może przekonam się do blogów i niebawem zmienię tą formę - nie obrażaj się
więc i nie wypominaj mi:) kobieta zmienną jest. Wracając do ad rem nazywam
się Bożenka mam 23 lata. Niestety w ubiegłoroczne wakacje jak to mówią "ni z gruszki
ni z pietruszki" bądź też "ni stąd ni z owąd” pojawiła się w życiu mym nieodłączna „przyjaciółka” ma – cukrzyca. Piszę to żartem choć prawdę mówiąc przyjaźni tej wolałabym nigdy nie doświadczyć. Wiele marzeń i planów początkowo legło w gruzach, życie odwróciło się o 180 stopni. jak już zaczęłam od końca to to pociągnę a co mój blog… hihi

Wiecie jak wygląda życie cukrzyka?

Na początku jest…
…strach i rozpacz, gdy z dnia na dzień dowiadujesz się o swojej nieuleczalnej chorobie nie powinny wszak nikogo zaskakiwać, a jednak zaskoczyło Nas ogromnie. Strach o jutro. Pamiętam, że najbardziej bałam się, że nie zbudzę się rano … bałam się tego okropnie. Pamiętam jak dziś (przecież to prawie jak wczoraj) mój pierwszy pobyt w szpitalu :
8.00 glukometr, igła, 30 minut, posiłek,
10.00 glukometr, igła 30 minut posiłek,
13.00 glukometr, igła 30 minut posiłek,
16.00 glukometr, igła 30 minut posiłek,
18.00 glukometr, igła 30 minut posiłek

Monotonne? Nawet nie wiesz jak bardzo…ciągle jedzenie, kłucie palców i igły o! I sporadycznie pobieranie krwi. Tak, jest to szok ogromny. Trzeba się przestawić człowiek jest mocny jak pisała Nałkowska w „Medalionach”. A co z planami, marzeniami jakie tkwią w głowie młodej, ambitnej, szczęśliwie zakochanej dziewczynie?
Kiedyś trzeba się było wziąć w garść – ileż można płakać nad rozlanym mlekiem… postanowiłam te plany i marzenia odbudować. „Wierzę” w medycynę, TERAZ już wiem, że z cukrzycą można żyć, nie jest łatwo ale można. Świat idzie do przodu, wszystko się zmienia leczą myszy już kolejny raz, hodują narządy z jakże popularnych ostatnimi czasy stem cells (komórek macierzystych) są przecież pompy… tak tak pompy tylko ich cena jest powalająca 8,5 – 17 tyś zł?!!! Heh. Usłyszałam i zapomniałam.
Skłamałabym pisząc tutaj, że moje życie zostało odbudowane, znacznie trafniej pasuje tutaj słowo zrekonstruowane. Piszę zrekonstruowane bo na tą rekonstrukcję musiałam nałożyć pewną korektę – w dwóch słowach - zero beztroski – zero spontaniczności.
Choć na początku nie było lekko pamiętać aby mieć przy sobie mały zestaw garmażeryjno – medyczny, to teraz nie tylko ja ale również rodzina czy znajomi doskonale wiedzą, że bez glukometru, insulin glukagonu i soczku (tak, tak małego 0,2 l soczku najlepiej naturalnego, nie zagęszczanego) z domu oddalić się nie mogę. I prawdę mówiąc bezpiecznej się czuję chociaż przyznać muszę, iż dzięki temu moja torba waży troszkę więcej…